TEORIE WZROSTU GOSPODARCZEGO

TEORIE WZROSTU GOSPODARCZEGO

Następnym etapem dynamizacji ekonomii burżuazyjnej było przejście od analizy prawidłowości cyklicznych do formułowania ogólnych warunków równowagi dynamicznej, rozumianej jako wzrost zrównoważony. Początkowo dostrzegamy to wyraźnie w kolejnych opracowaniach najwybitniejszego amerykańskiego przedstawiciela teorii wzrostu E. D. Domara traktowano „wzrost gospodarczy raczej jako lekarstwo na bezrobocie niż jako cel w sobie1. Dopiero w późniejszym okresie, a więc pod koniec lat czterdziestych i w latach pięćdziesiątych nastąpiła zmiana w tym ujęciu i teorie wzrostu zaczęły zmierzać do przedstawienia wa­runków dynamicznej równowagi, rozumianej jako długofalowa równowaga wzrostu dochodu narodowego z jednej i zdolności pro­dukcyjnych z drugiej strony. Równowaga taka ma umożliwić osiągnięcie stałego tempa wzrostu, pozwalającego na wykorzy­stanie mocy produkcyjnych i zapewnienie pełnego zatrudnienia.Domar w swej pracy pozytywnie ocenia tę ewolucję. Pisze: „Gospodarka rozwijająca się z dostateczną szybkością osiąga stan pełnego zatrudnienia bez troszczenia się o to, ale jedno-cześnie pełne zatrudnienie może występować równolegle z niską wydajnością i stagnacją, a „współistnienie” tych zjawisk jest rzeczą znaną2. Z punktu widzenia przyspieszenia tempa wzrostu takie ujęcie problemu można uznać za całkowicie usprawied­liwione.Rozwój współzawodnictwa gospodarczego miedzy Wschodem a Zachodem był główną przyczyną zwrotu zainteresowań eko­nomii burżuazyjnej. Dynamiczny rozwój światowego systemu socjalistycznego, osiągnięte przez ten system tempo wzrostu zmu­siło ekonomię burżuazyjną do podjęcia badań nad przyspiesze­niem wzrostu gospodarczego. Fakt ten konstatuje1 wielu ekono­mistów burżuazyjnych, m. in. cytowany już Domar. „W normal­nych warunkach argumentację za lub przeciw wzrostowi można by rozwijać powoli, z namysłem, ale dzisiaj uzasadnianie teore­tyczne konieczności wzrostu jest już swego rodzaju anachroniz­mem: gdy prężna część świata Domar w ten sposób określa sy­stem socjalistyczny związana jest silnie i z pełnym sukcesem z szybkim wzrostem, druga część świata może sobie zlekceważyć ten cel jedynie wówczas, jeżeli jako społeczeństwo jest zmęczona własnym istnieniem”3. Obrona kapitalizmu przed groźbą prze­grania we współzawodnictwie gospodarczym, a tym samym cał­kowitej utraty autorytetu w krajach słabo rozwiniętych i wśród własnej ludności, narzuca ekonomii burżuazyjnej problematykę wzrostu gospodarczego.Pewną inspirację dla badań nad wzrostem dały także rozwa­żania ekonomii marksistowskiej, zawsze preferujące badania dynamiczne. Ekonomiści burżuazyjni przyznają, że marksowskie schematy reprodukcji można z łatwością przekształcić w rozwi­nięty model wzrostu. Uczynili to zresztą radzieccy ekonomiści już w latach dwudziestych, a przede wszystkim A. G. Feldman w artykule o teorii wzrostu dochodu narodowego opublikowanym w r. 1928, w czasopiśmie „Płanowoje Choziajstwo”.Problematyką teorii wzrostu zajmuje się obecnie bardzo wielu ekonomistów. Za twórcę tej teorii uważa się jednak powszechnie Roya F. Harroda ur. 1900 , profesora Uniwersytetu w Oksfor­dzie i Evseya D. Domara ur. 1914 , profesora Massachusetts In-stitute of Technology w Cambridge — Massachusetts, która to uczelnia jest znanym ośrodkiem badań ekonomicznych w U.S.A. Koncepcje Domara i Harroda będą więc przede wszystkim przed­miotem wykładu w dalszych paragrafach niniejszego rozdziału.Porównując teorie zrównoważonego wzrostu z teorią Key­nesa, która jest ich punktem wyjścia, musimy zwrócić uwagę przede wszystkim na to, że teorie te szerzej niż Keynes ujmują wpływ inwestycji na procesy gospodarcze. Dla Keynesa inwe­stycje były przede wszystkim czynnikiem tworzącym popyt i tylko w ten sposób oddziaływały one na poziom dochodu naro­dowego. Nie interesował go natomiast, w ramach badanego przez niego krótkiego okresu, ich wpływ na rozszerzenie zdolności pro­dukcyjnych gospodarki. Teorie wzrostu ujmują natomiast inwe­stycje szerzej, badając także ich wpływ na rozszerzenie poten­cjału produkcyjnego społeczeństwa. Powstanie teorii wzrostu gospodarczego jest więc pewnym logicznym wyciągnięciem wniosków z teorii Keynesa. Jeśli bowiem zaczniemy prowadzić analizę w okresach nieco dłuższych, dostrzeżenie podażowego efektu inwestycji jest czymś raczej oczywistym.Można powiedzieć, że teorie zrównoważonego wzrostu gospo­darczego dokonują pewnej syntezy między teorią ekonomii kla­sycznej a teorią Keynesa. Ekonomiści klasyczni zwracali uwagę na wpływ akumulacji kapitału na powiększenie zdolności pro­dukcyjnych gospodarki nie troszcząc się o globalny popyt, który, ich zdaniem, wzrastał pari passu do wzrostu rozmiarów produkcji „prawo rynku” Say’a . Keynes zwracał uwagę na problem istnienia w gospodarce odpowiednich rozmiarów popytu, który wiązał z określoną wielkością inwestycji, lecz ignorował zagad­nienie zdolności produkcyjnych. Dopiero pokeynesowskie modele wzrostu próbują rozwiązać problem dwojakiego wpływu pro­cesu inwestycyjnego, a więc dokonać syntezy popytowych i po-dażowyeh efektów inwestycji.Teorie wzrostu podnoszą więc, że keynesowska równowaga krótkiego okresu nie musi prowadzić do ustalenia się równowagi w okresie długim. Wzrost inwestycji, który w ujęciu Keynesa jest czynnikiem przywracającym równowagę, ponieważ powiększa zbyt mały efektywny popyt, w długim okresie prowadzi do roz­szerzenia zdolności produkcyjnych gospodarki, a więc może się stać czynnikiem nierównowagi, o ile dochód społeczeństwa nie będzie wzrastał proporcjonalnie do rosnących zdolności pro­dukcyjnych.Przedmiotem analizy staje się więc w ten sposób system dy­namiczny. System ten charakteryzuje wzrost liczby ludności, wzrost dochodu narodowego, popytu efektywnego oraz majątku produkcyjnego społeczeństwa. W systemie tym nie mamy przeto do czynienia z ruchem okrężnym, właściwym dla systemu sta­tyki gospodarczej 4. Badanie teorii wzrostu zmierza do wykrycia właściwych relacji w procesie wzrostu gospodarczego między przyrostem siły roboczej, przyrostem dochodu narodowego oraz rozmiarami akumulacji kapitału i przyrostem zdolności wy­twórczych. Wykład teorii wzrostu rozpoczynamy od przedsta­wienia modelu zrównoważonego wzrostu E. Domara.Podstawowym warunkiem równowagi dynamicznej w teorii’ wzrostu Domara a także Harroda i licznej grupy ekonomistów nawiązujących do ich modeli wzrostu 5, jest zrównoważony wzrost zdolności produkcyjnej wywołanej inwestycjami oraz wzrost dochodu rozumianego tutaj jako dochód wydatkowany, który by umożliwiał realizację zwiększonej produkcji. Zakłada­jąc, że w punkcie wyjścia osiągnięto określony poziom dochodu przy pełnym zatrudnieniu i pełnym wykorzystaniu zdolności produkcyjnych, warunek ten można wyrazić przy pomocy na­stępującego równania.Równanie to stwierdza, że warunkiem zachowania równowagi w procesie wzrostu jest zachowanie odpowiedniego stosunku po­między stopą przyrostu dochodu narodowego a stopą przyrostu zdolności produkcyjnych. Zdaniem Domara, możliwa jest bowiem sytuacja, w której inwestycje będą prowadzić do wzrostu mocy produkcyjnych, nie powodując dostatecznego wzrostu dochodu. Następstwem takiej sytuacji będzie niecałkowite wykorzystanie zdolności produkcyjnych, co w rezultacie musi doprowadzić do bezrobocia i nadprodukcji. Będzie tu działał mechanizm znany z teorii Keynesa: pojawienie się nie wykorzystanych mocy pro­dukcyjnych doprowadzi do zmniejszenia rozmiarów inwestycji, co przy danych rozmiarach oszczędności spowoduje depresję gospodarczą.Powstaje tu problem: jakie przyczyny mogą sprawić, że do­chód narodowy nie będzie rósł proporcjonalnie do wzrostu mocy produkcyjnych? Otóż taka interpretacja problemu jest całkowicie zgodna z popytowym ujęciem dochodu narodowego w ekonomii burżuazyjnej. Popytowa dochodowa strona naszego równania wyznaczona zostaje mianowicie za pomocą teorii mnożnika, zgodnie z którą wzrost dochodu narodowego nie jest funkcją in­westycji, tylko przyrostu inwestycji. Niezależnie od tego, jak wielkie są inwestycje dzisiejsze, jeżeli są równe inwestycjom wczorajszym, to dochód dzisiejszy będzie tylko równy i ani trochę nie większy od dochodu wczorajszego. Przy inwestycjach rów­nych inwestycjom z okresu poprzedniego w wielkościach abso­lutnych , zdolność produkcyjna będzie rosła realizowane inwe­stycje netto powiększają zdolności produkcyjne , natomiast dochód rozumiany ciągle jako dochód tworzący popyt będzie pozostawał na tym samym poziomie. Wystąpi wtedy rozbieżność między rosnącym potencjałem wytwórczym a istniejącym w go­spodarce dochodem.Przy zmniejszeniu się rozmiarów inwestycji możemy nawet dojść do sytuacji, w której zdolność produkcyjna rośnie inwe­stycje netto są wielkością dodatnią , a jednocześnie dochód spada inwestycje są mniejsze niż w okresie poprzednim . Sytuacja taka jest możliwa w gospodarce kapitalistycznej, w której istnienie zdolności produkcyjnej nie oznacza produkcji, jeżeli nie ma na nią efektywnego popytu.W jaki sposób można jednak obliczyć rozmiary potrzebnego gospodarce tempa wzrostu, które by pozwoliło utrzymać stan długofalowej równowagi między wzrostem dochodu narodowego i wzrostem zdolności produkcyjnej.Z powyższych rozważań wynika ważny wniosek, w istotny sposób modyfikujący keynesowski warunek równowagi w krót­kim okresie. Mianowicie warunkiem wzrostu zrównoważonego jest „by inwestycje dzisiejsze zawsze przekraczały wczorajsze oszczędności”. Inwestycje w bieżącym okresie muszą być większe od oszczędności z poprzedniego okresu, bo tylko w tym przypadku dochód narodowy efektywny popyt może rosnąć tak szybko jak rośnie potencjał produkcyjny gospodarki. Potrzebna stopa wzrostu inwestycji jest wyznaczona przez równanie zrównoważo­nego wzrostu.Załóżmy z kolei, że w naszym przykładzie w kolejnym roku inwestycje nie wzrosną w porównaniu z rokiem ubiegłym. Na przykład w roku I, zgodnie z naszym wcześniejszym założeniem, inwestycje wzrostu o 3% w porównaniu z- rokiem ubiegłym, dzięki czemu mieliśmy do czynienia z równomiernym wzrostem mocy produkcyjnych, i dochodu narodowego. W roku II inwe­stycje już nadal nie rosną i wynoszą tylko tyle, ile wynosiły w roku poprzednim, a więc 18,540 mld dolarów 18 mld dolarów wynosiły inwestycje w roku wyjściowym, 540 miliardów wyniósł przyrost inwestycji w roku I . W gospodarce ma miejsce jednak dalszy wzrost zdolności produkcyjnej o 18,540 mld o, czyli o 4,635 mld dolarów, ale dochód narodowy w tym okresie nie wzrośnie, bo nie mamy przyrostu inwestycji. Dokonane inwe­stycje równają się 18,540 mld dolarów, a więc tyle co w roku I. Oznacza to, że i dochód narodowy osiąga ten sam poziom co równa się 154,500 mld dolarów. Do­chód narodowy przestaje więc być równy istniejącej zdolności produkcyjnej, która w roku II równa się 159,140 mld dolarów. W gospodarce wystąpi więc niepełne wykorzystanie potencjału produkcyjnego, co nie będzie sprzyjało utrzymaniu dotychczaso­wych rozmiarów inwestycji. Utrzymanie równowagi jest możliwe tylko wtedy, kiedy inwestycje rosną z roku na rok i to w stałej i określonej proporcji.W tym miejscu dochodzimy do tak zwanego paradoksu Har­roda, właściwego zresztą wszystkim teoriom zrównoważonego wzrostu gospodarczego; nadmierna ekspansja inwestycyjna, większa niż to wynika z ‚potrzeb zrównoważonej stopy wzrostu, rodzi w gospodarce chroniczne tendencje inflacyjne. W tym przypadku „popytowy efekt inwestycji” działa tak silnie, że „podażowy efekt” nie może za nim „nadążyć”. Popyt, w następ­stwie wzrostu dochodu, rośnie tak szybko, że istniejące w go­spodarce zdolności produkcyjne nie są w stanie go zaspokoić. Gospodarka cierpi więc na niedostatek kapitału, co powoduje inflacyjny wzrost cen. Otóż zdaniem Harroda rada pozornie zgodna ze zdrowym sensem, aby szybciej akumulować kapitał, szybciej tworzyć nowe zdolności wytwórcze, w tym przypadku nic nie pomoże. Im więcej będziemy inwestować, tym silniejsza będzie presja inflacyjna, efekt popytowy bowiem działa silniej niż efekt podażowy. Jedynym wyjściem jest zwolnienie tempa tworzenia kapitału, a więc zmniejszenie stopy inwestycji. Tylko ta paradoksalna rada, przez osłabienie popytowych efektów in­westycji zdolna jest umożliwić gospodarce osiągnięcie stanu rów­nowagi i przezwyciężenie trudności inflacyjnych.Odwrotnie natomiast należy postąpić — także pozornie wbrew zdrowemu rozsądkowi — gdy gospodarka cierpi na nadmiar ka­pitału stopa inwestycji kształtuje się na poziomie niższym niż stopa wzrostu zrównoważonego . Mimo że gospodarka ma nie­wykorzystane zdolności produkcyjne, trzeba te zdolności jeszcze szybciej tworzyć podnosząc stopę akumulacji i inwestycji. W tym przypadku silniejsze działanie efektu popytowego pozwoli osiąg­nąć stan pełnego wykorzystania zdolności produkcyjnej. Nato­miast zgodne ze zdrowym sensem obniżenie stopy inwestycji gdyż w gospodarce i tak jest za dużo kapitału pogłębi tylko trudności, ponieważ będzie wtedy wolniej rosła zdolność produk­cyjna, ale jeszcze wolniej będzie rósł dochód może on nawet zacząć spadać, kiedy rozmiary inwestycji zmniejszą się . Zdaniem W. Baumola paradoks Harroda dowodzi, że makro-ekonomiczne prawa gospodarki nie zawsze są zgodne z prawami mikroekonomicznymi, rządzącymi zasadami postępowania jed­nostki. Gospodarka kapitalistyczna oscyluje więc, zdaniem te­oretyków wzrostu, między Scyllą inflancji i Charybdą depresji gospodarczej. Osiągnięcie dynamicznej równowagi byłoby mo­żliwe tylko wówczas, gdyby inwestycje rosły stale z roku na rok i to przy określonej stopie wzrostu. Domar konstatuje: „Rze­czywiście, dość trudno jest utrzymać inwestycje rokrocznie na jakimś umiarkowanie wysokim poziomie, ale już nieprawdopo­dobne jest spełnienie wymogu, aby inwestycje te rosły stale przez długi okres. Jeżeli teraz inwestycje, a w związku z tym i dochód nie wzrastają w wymaganym stopniu, powiększa się nie wykorzystana zdolność produkcyjna. Kapitał i praca nie znaj­dują zatrudnienia

[Głosów:1    Średnia:4/5]

Comments

comments